Wraz z naszym przyjazdem do Gruzji rozpoczął się okres deszczowej pogody. Postanowiliśmy zatem odpuścić tradycyjny plan aklimatyzacyjny, czyli: „yyy, no, jakoś w ścianie się zaaklimatyzujemy podczas wspinania, nie?”. Tym razem mieliśmy trochę czasu i chcieliśmy zrobić porządną aklimatyzację. Rozeznaliśmy lokalne możliwości i znaleźliśmy niecodzienną alternatywę:

Jak widać Gruzini, specjalnie dla nas, przygotowali drogę, którą można wyjechać na ponad 3100 m n.p.m. i rozpocząć, nie wysiadając z auta (sic!), proces aklimatyzacji.

Nasz bus na stanowisku aklimatyzacyjnym – ok. 3100 m n.p.m.
Nasz bus na stanowisku aklimatyzacyjnym – ok. 3100 m n.p.m.
Zdobyta wysokość podczas wieczornej przechadzki.
Zdobyta wysokość podczas wieczornej przechadzki.

Artykuł ma mieć charakter mini-poradnika, zatem kilka wskazówek jak dostać się w owe miejsce:

  • Z Mestii jedź drogą w stronę Uszguli. Na przęłeczy Ugwiri (43.029670, 42.825736) skręć w szutrową drogę prowadzącą do ośrodka narciarskiego Tetnuldi.
  • Lepszej i gorszej jakości drogą (jak to w Gruzji) podążaj stromo w górę, kilka kilometrów, mijając stoki i wyciągi narciarskie.
  • Na rozwidleniu przy ostatnim wyciągu wybierz mądrze. Skręć w prawo, a dojedziesz do polanki (43.029441, 42.926253), gdzie możesz odpocząć i podziwiać górskie widoki (хорошее место для отдыха). Jest to też miejsce, z którego najlepiej wyruszyć na normalną drogę na górę Tetnuldi.
  • Skręć w lewo, w górę, a dojedziesz do ostatniej stacji kolejki na ok. 3100 m n.p.m. (43.031919, 42.918179). Brawo! Ty i Twoje auto jesteście wysoko.
  • Uważaj na Sawanów-złodziei, którzy chcą okraść Twój samochód, Twój namiot czy Twój plecak.

Oczywiście, po jakże wspaniałej przejażdżce i nocy w busie na 3100 m n.p.m. zdecydowaliśmy się kontynuować naszą aklimatyzację i wybraliśmy się na Tetnuldi. Podczas dwudniowej akcji zdobyliśmy szczyt o wysokości 4858 m, ale to już temat na kolejny mini-poradnik.

Ola podczas ataku szczytowego na Tetnuldi (4858 m).
Ola podczas ataku szczytowego na Tetnuldi (4858 m).

Zaaklimatyzowani, wypoczęci, umyci i najedzeni szykujemy się na wymagający cel – górę Dżangi-Tau (5051 m).

Przydrożne DIY – Paweł kleci szablę śnieżną.
Przydrożne DIY – Paweł kleci szablę śnieżną.
Gacie i skarpety też się szykują na kolejne wyjście w góry.
Gacie i skarpety też się szykują na kolejne wyjście w góry.